3 skuteczne sposoby na realizację celów zawodowych

3 skuteczne sposoby na realizację celów zawodowych

Ostatnio usłyszałem o sobie, że z racji dużej liczby inicjatyw w które się angażuje, jestem “człowiekiem 1000 projektów”. Co prawda miało to być komplementem, ale od razu odpowiedziałem, że równolegle pracuję jedynie nad dwoma lub maksymalnie trzema sprawami i tylko dlatego to działa. W dzisiejszym poście kilka słów o tym co zrobić, żeby nie zaplątać się w rozmaite inicjatywy w zbyt dużej liczbie i tym samym pozbawić się szansy osiągnięcia jakiegokolwiek celu.

Na początku zadajmy sobie pytanie – gdyby to od nas zależało zaprojektowanie idealnego sposobu zarządzania czasem i realizowania poszczególnych inicjatyw, to co dla większości z nas byłoby najważniejsze?

Miejsce w którym możemy pracować? Godziny pracy? Sprzęt na którym pracujemy? Nazwa projektu? Branża? Myślę, że dla większości z nas do skutecznej realizacji celu przydałby się przede wszystkim… święty spokój.

Stawiam na taką właśnie odpowiedź. Większość z nas chciałaby w ciszy i spokoju pracować nad wybranym projektem – np. programistycznym – i tym samym skutecznie realizować kolejne założenia. Zazwyczaj mamy w głowie obraz tego co chcemy robić, ale rozbijamy się na konfrontacji ze światem – life happens, jak to mówią.

Skoro spokój w kontekście tylko jednego projektu jest dla nas priorytetem, to jak sprawić, żeby przy realizacji kilku spraw na raz ten spokój wciąż zachowywać?

Przetwarzanie współbieżne

Po pierwsze, trzeba zastanowić się nad skutecznym sposobem na poruszanie się po kilku inicjatywach na raz. Na moim przykładzie, czyli równoległego prowadzenia bloga prywatnego oraz projektu Learney, można to robić np. tak:

plany

Niestety, w takim modelu przeskakujemy w dowolny sposób po projektach i tak naprawdę przez długi czas nie jesteśmy w stanie zrealizować żadnego celu. Lepszy sposób to poruszanie się po dużej inicjatywie “milestone’ami” – konkretnymi cząstkowymi celami które zamykamy jeden po drugim:

milestony

Dokładnie tak podchodzę do moich projektów. Jeśli zaczynam pisać posta, to mam w głowie jedynie bloga. Bez skończonego posta nie zaczynam pracy nad Learney ani czymkolwiek innym. Bez skończonej implementacji funkcjonalności w Learney nie zabieram się za nowego posta. Albo jedno, albo drugie, i tak do przodu.

Czy taki model pracy nie sprawia, że mój dzień jest bardzo “sztywny” a ja sam nie jestem gotowy na niespodziewane zmiany? Otóż nie, bo tutaj pomaga zdrowy rozsądek. Jeśli jestem w stanie ocenić, że fragment pierwszego zadania jest zablokowany i nie mogę z tym nic zrobić (np. czekam na pomoc kogoś z zewnątrz) to oczywiście nie siedzę z założonymi rękami dopóki sprawy się odblokują – wtedy mogę przeskoczyć do czegoś innego. Tutaj najważniejsze jest, żeby w tym skakaniu nie przesadzić i być w stanie kontrolować postęp każdego zadania. Jeśli jednak wszystko zależy ode mnie, to milestone’y są podstawą mojej pracy.

Koniec z małymi poprawkami na boku

Po drugie, jeśli zdecydujemy się na pracę z milestone’ami, to warto kontrolować to, czy praca którą wykonujemy na pewno przybliża nas do założonego celu w obrębie jednego projektu. Mi osobiście zdarza się wpadać w pułapkę “małej poprawki na boku”:

na boku

Powiedzmy, że dzisiejszy dzień miał być poświęcony na implementację “like’ów” w Learney, ale przypomniałem sobie, że coś jest nie tak z formularzem do dodawania historyjek. Rozgrzebuję więc ten fragment, spędzam tam czas, problem z każdą minutą staje się większy, a mój początkowy cel nie został zrealizowanym nawet w jednym procencie.

Co robię w takich momentach? Zazwyczaj to git reset --hard HEAD – cała dotychczasowa praca ląduje w koszu, a ja wracam do problemu który miałem początkowo rozwiązać. Dlaczego nie odkładam tego co zrobiłem gdzieś na boku? Z kilku powodów – po pierwsze, niedokończona praca zwiększa chaos wokół projektu. Zamiast jasnego planu zadań mam założenia główne, oraz “trochę X tutaj”, “trochę Y”, “kilka linijek do Z”, itd. Po drugie, zmiana której nie poświęcam dostatecznie dużo uwagi (była robiona jako poprawka na boku) prawdopodobnie nie będzie zrealizowana tak dobrze, jak gdyby była priorytetem. W kodzie pojawią się skróty, a użytkownik dostanie mokre ciasto zamiast pizzy 😉

Aby ratować się przed takimi wycieczkami w nieznane warto zaplanować sobie na co przeznaczymy konkretne okienko czasowe – czy to rano, przed pracą (po co dzisiaj przychodzę do pracy, co chcę zrealizować), czy po pracy, w trakcie realizacji innych projektów (mam dwie godziny, co chciałbym po tym czasie zobaczyć przed sobą?). Oczywiście tak jak wcześniej – rzeczywistość pokazuje, że nasze plany to tylko jedna z wielu składowych decydujących o tym co danego dnia zrobimy, ale jeśli już trafi się taki dzień “bez przerwań” to cele pomogą nam wykorzystać go w stu procentach.

Niestety, nie dzisiaj

Trzeci i ostatni punkt w tym poście dotyczy odmawiania. Odmawianie to jedna z najważniejszych cech każdego komu zależy na realizacji swoich planów oraz na efektywnym wykorzystywaniu dostępnego czasu.

W trakcie mojej przygody z programowaniem wielokrotnie dostawałem propozycję (chociażby od znajomych) na przygotowanie czegoś na boku. Strona internetowa, sklep, poprawki projektu, może jakiś mini-projekt komercyjny, może pogadamy, może jakaś propozycja, może się zainteresujesz, może…

Było tego naprawdę sporo. Co ciekawe, niektóre z tych propozycji były naprawdę ciekawe z punktu widzenia programisty! Dlaczego odmawiałem? Ano dlatego, że moje własne cele nie były nijak związane z tymi propozycjami. “Spoko, ale nie dla mnie”.

Odmawianie to naprawdę niesamowicie wartościowa umiejętność, ponieważ angażując się we wszystko co pojawia się wokół nas rozmieniamy swój czas na drobne.

Często obserwuję osoby wokół mnie, które zaangażowane są w tysiąc spraw jednocześnie – z jednej strony podziwiam, że są w stanie wziąć na siebie aż tyle, ale z drugiej wiem, że 95% zadań z tego tysiąca prawdopodobnie nie zostanie ukończone. Jasne, czasami przynosi to korzyści (jesteś wszędzie, a więc sprawiasz wrażenie obłożonego pracą, więc twój status rośnie), jednak patrząc chociażby na rozmaite publikacje dotyczące naszej postawy w pracy taki styl bycia powoli przestaje być czymś pożądanym – wielu już wie, jakie konsekwencje niesie za sobą angażowanie się w tysiąc spraw.

Warto zauważyć, że tutaj największym przeciwnikiem nie jest nawet realizacja wielu projektów jednocześnie, ale samo “zapisanie się do projektu”. Zapisanie się, czy też złożenie deklaracji uczestnictwa w jakiejś inicjatywie powoduje bowiem, że z tyłu głowy zaczyna nam krążyć coraz więcej myśli. “Gdzie jest ten projekt”, “Przecież mieliśmy dzisiaj zaczynać”, “Brakuje wymagań”, “Może napiszę maila”, “Może warto dopytać” – praca się jeszcze nie zaczęła, a wszystko na co się zapisaliśmy już zabiera sporo czasu, powodując przy tym utratę skupienia na tym co najważniejsze.

Jak to ktoś kiedyś napisał – either hell yeah, or no. Albo wchodzimy w coś z pełnym przekonaniem i staje się to naszym priorytetem, albo odmawiamy. Nie ma nic pomiędzy.

Mam nadzieję, że te trzy porady związane z efektywną realizacją własnych celów oraz projektów będą dla was wartościowe. Są to umiejętności dość trudne, których sam wciąż się uczę, ale po prostu działają. Inwestycja w naukę odmawiania, pracę w milestone’ach oraz kontrolę samego siebie zwraca się po czasie, kiedy staje się nawykiem. Mam nadzieję, że u was będzie (lub już jest) podobnie.

Na koniec zostawiam was z mądrym cytatem – “If I do this what doesn’t get done?”.

Do następnego!