Jak nauczyć się angielskiego? Praktyczne porady.

Jak nauczyć się angielskiego? Praktyczne porady.



Angielski, czyli język, który powinien znać każdy programista. W rzeczywistości bywa z nim różnie. Jedni posługują się nim biegle, inni wcale. Sam jestem jeszcze na etapie wychodzenia z “wielkiej dziury” do jakiej wpadłem, albo powiedziałbym bardziej, wrzuciły mnie szkolne lekcje angielskiego. Myślę jednak, że jestem już bliski mety patrząc na ostatnia rozmowę kwalifikacyjną, w której pierwszy raz od długiego czasu zostały przetestowane moje umiejętności komunikacyjne w tym języku. Teraz jestem już pewien, że jestem na właściwej drodze. Jednak, żeby znaleźć się tu gdzie jestem teraz musiało zajść wiele zmian. To nie była jedynie kwestia większej ilości czasu, którą trzeba poświęcić na naukę.

Jeżeli jesteś na etapie nauki angielskiego, bądź widzisz u siebie taką potrzebę, ale ciągle odkładasz to na później lub – tak jak ja kiedyś – uważasz, że nie masz talentu do języków, zapoznaj się z moją historią i wynikającymi z niej poradami. Pomogą Ci one zmienić myślenie, uczyć się w efektywny sposób i ostatecznie opanować język na tyle, aby być w stanie sprawnie się w nim poruszać. Co ważne – wszystko to możesz osiągnąć bez stresu i wymuszonych czynności z jakimi na pewno spotkałeś się w szkole.

Zaczynajmy.

1. Punkt, w którym się znalazłem

Maturę z angielskiego udało mi się zaliczyć całkiem nieźle. W większości była to jednak zasługa wykutych na blachę ćwiczeń i tematów, które mogły się na egzaminie pojawić. Jeżeli chodzi o poziom zrozumienia języka, umiejętności pisania, mówienia, słuchania – to wszystko było na bardzo, bardzo słabym poziomie. Nie wiem, czy byłbym w stanie złożyć i wypowiedzieć choćby jedno zdanie, gdyby ktoś o coś mnie znienacka zapytał.

To jednak nie wszystko. Ponieważ przez cały czas angielski tak mi słabo szedł wpadłem w przekonanie, że nie mam talentu do języków. Matematykę łapałem całkiem nieźle, co utwierdzało mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że mam ścisły umysł, a co za tym idzie nie mam za bardzo zdolności potrzebnych do nauki języków. Ponieważ miałem przekonanie, że angielskiego i tak się nie nauczę to nie spędzałem poza lekcjami ani minuty na próbę jego dodatkowej nauki (nie nauczę się, bo nie mam talentu i koniec, kropka).

2. Stres

Zbliżały się studia, a wraz z nimi stres dotyczący uczestniczenia w kolejnych lekcjach angielskiego (wtedy jeszcze obawiałem się, że jak to już studia to będzie tam nie wiadomo co się działo). Znowu ktoś będzie na siłę wyrywał Cię i wymagał, żebyś wypowiedział się na temat, który Cię zupełnie nie interesuje. W dodatku przed całą grupą. Nawet, gdy już zaczniesz mówić to zanim skończysz Twoje błędy zostaną wytknięte publicznie co najmniej parę razy.

Tak, czy inaczej presja się pojawiła i postanowiłem (mimo braku talentu) coś z tym angielskim zrobić. Głównie z powodu stresu i pewnego rodzaju strachu, który był z nim związany. Silnym bodźcem była również świadomość, że będę wchodził do zawodu, w którym bez angielskiego nie da się obejść, a już na pewno bardzo to ograniczy moje możliwości.

Jeżeli powiążemy czynność mówienia po angielsku z negatywnymi emocjami, które mogą się pojawiać, gdy jesteśmy zmuszani do mówienia, wytykane są nam błędy, ktoś się z nas zaśmieje itd. to po paru latach ciągłego doświadczania tych samych zdarzeń w naszym mózgu zajdą pewne relacje. Przykładowo, gdy bardzo się stresowałeś na lekcjach angielskiego, po paru latach takiego stresu będziesz miał zakodowane w mózgu, że angielski = stres. Możesz siedzieć wieczorem w restauracji, usłyszysz obok rozmowę dwóch osób po angielsku i Twoje serce zaczyna automatycznie szybciej bić, zaczynasz odczuwać lekki stres (ja naprawdę byłem na takim etapie). Sytuacja podobna do melodii/piosenek, które ustawiamy sobie na budzik. Najpierw pomagają nam wstać, jednak po paru miesiącach osobiście jestem w stanie tak znienawidzić daną melodię (bo nie lubię rano wstawać), że gdy usłyszę ją nawet wieczorem siedząc przed telewizorem to naglę zaczynam odczuwać pewien dyskomfort.

3. Pierwszy (kolejny) błędny krok

Całe życie uczyłem się angielskiego z podręczników (tak przecież zalecali wszyscy nauczyciele w szkole), więc nie miałem na to innego pomysłu. Postanowiłem zatem kupić kolejny podręcznik. Chciałem szybkich efektów zdecydowałem się zatem podnieść sobie znacznie poprzeczkę i kupiłem podręcznik Business Result Upper-intermediate student’s Book. W skrócie – wyrzucone w błoto pieniądze. W podręczniku dostałem kolejny zestaw tematów, które nie do końca mnie interesowały. Po raz dziesiąty miałbym się uczyć jak np. rozpoczynać i kończyć maila. Co więcej, ponieważ poziom był zbyt wysoki, szybko odeszły mi chęci i znowu przestałem uczyć się angielskiego.

Nie twierdzę tutaj, że ten konkretny podręcznik jest totalnie bez sensu i nikt nie powinien go kupować. Nie miał on jednak sensu dla mnie na etapie nauki angielskiego, na którym byłem (po ok. 10 latach szkolnej nauki angielskiego).

4. Spróbujmy jeszcze raz

Po czasie postanowiłem zrobić kolejne podejście. Kupiłem kolejny podręcznik, bo jak inaczej mógłbym się uczyć angielskiego? Tym razem jednak trochę zmieniłem podejście. Po pierwsze wybrałem coś łatwego – poziom elementary, więc niżej już praktycznie zejść nie mogłem. Żadne poziomy B1, B2, C1 itd. zaczynamy jeszcze raz, od podstaw. Po drugie sprawdzałem opinie w Internecie na temat danego podręcznika i poświęciłem więcej czasu na poszukiwanie tego właściwego. W efekcie zakupiłem Essential Grammar in Use i muszę przyznać, że to był jakiś pierwszy krok w dobrą stronę. Przerobiłem ją z trzy razy od deski do deski. Podręcznik głównie zaintrygował mnie nowymi wyrażeniami, z którymi nigdy wcześniej nie miałem styczności. A przypominam, że to poziom elementary. Dowiedziałem się np., że możemy powiedzieć I have, ale częściej używane jest I’ve got. Następnie wyrażenia there is, there are itd. które są bardzo często wykorzystywane w codziennych sytuacjach.

Podręcznik co prawda skupia się na gramatyce, co nie jest dobrym sposobem na naukę obcego języka. Ja jednak jak nie miałem pomysłu jakby można się uczyć angielskiego w inny sposób. Patrząc w dodatku na inne podręczniki, z którymi miałem styczność w szkole, Essential Grammar in Use zdecydowanie był krokiem na przód.

5. Może to nie ze mną jest coś nie tak?

Nowe wyrażenia, których nie spotkałem w żadnym szkolnym podręczniku i które w dodatku miały być używane częściej w codziennych sytuacjach niż te formalne sprawiły, że w końcu włączyło mi się myślenie. Może te podręczniki to nie jest najlepszy sposób nauki? Może to nie jest tak, że ja nie mam talentu do języków tylko ktoś przez tyle lat próbował mnie uczyć złych rzeczy, w dodatku złą metodą?

Zacząłem szukać w Internecie efektywnych sposobów nauki angielskiego. Szybko natknąłem się na wiele opcji:

  • prywatne szkoły angielskiego
  • prywatni nauczyciele
  • płatne kursy online
  • strony, blogi z darmowymi materiałami do nauki

Trzy pierwsze opcje były dla mnie ostatecznością ponieważ wiążą się one z dość dużymi kosztami. Postanowiłem próbować nadal uczyć się na własną rękę.

6. Zmiana mentalności

Decydując się na naukę na własną rękę korzystałem w Internecie z różnych darmowych materiałów. Jakieś strony, gdzie można było za darmo uczyć się słówek z przygotowanych przez inny użytkowników zestawów itd. jednak nadal to była nauka w stylu szkolnych lekcji. Wykuć jakieś słówko, czy zasadę gramatyczną, której potem nie byłem w stanie zastosować w rzeczywistości, a słówka tak szybko zapominałem, jak szybko się ich uczyłem. Wtedy myślałem jeszcze, że im więcej dziennie jestem w stanie zapamiętać nowych słówek tym lepiej, co jest błędnym myśleniem. Chociaż w szkole na kartkówce ze słówek dostałbym pewnie wtedy piątkę.

Po jakimś czasie trafiłem jednak na A. J. Hoge Efortless English. Początkowo podszedłem do tematu sceptycznie. Trzeba przyznać, że A. J. Hoge odwraca do góry nogami podejście do nauki angielskiego w stosunku do podejścia szkolnego. Powiedziałbym nawet, że A. J. Hoge potępia szkolny sposób nauki. Było to ciężkie do przyjęcia. Całe życie uczyłem się z podręczników, a A. J. Hoge w jednej z pierwszych zasad mówi, aby zebrać je wszystkie na stos i spalić. Dość odważne.

Zapoznałem się z 7 zasadami nauki angielskiego A. J. Hoge. Pomyślałem sobie, że nie mam przecież nic do stracenia. 10 lat uczyłem się szkolnym sposobem i efekty są praktycznie żadne. Może warto spróbować innej metody.

Po zapoznaniu się dziesięciokrotnie z 7 zasadami nauki angielskiego A. J. Hoge postanowiłem zainwestować w książkę Effortless English. Polecam ją każdemu. A. J. Hoge twierdzi, że po tylu latach spędzonych w szkole jesteśmy w pewien sposób “zepsuci” i aby zacząć efektywnie uczyć się angielskiego najpierw musimy zmienić swoją mentalność, a dopiero potem przy użyciu prawidłowych technik przystąpić do właściwej nauki. Tutaj muszę przyznać, że książka Effortless English otworzyła mi oczy i była nowym otwarciem w kwestii nauki angielskiego.

7. Bezstresowa, prawidłowa nauka

Gdy już wiedziałem co mam robić, to zacząłem to po prostu robić 🙂

Zacząłem od słuchania. Materiałów w Internecie jest mnóstwo:

Początkowo przez parę miesięcy nie robiłem nic poza samym słuchaniem. Starałem się przynajmniej 30 min. każdego dnia. Zawsze miałem z tyłu głowy zasady A. J. Hoge – tylko prawdziwy angielski content od native speakerów, słuchać mało, ale porządnie, czyli np. jedna historyjka 10 minutowa słuchana 3x dziennie przez parę dni (movie technique) oraz słuchanie materiału, który rozumiem w min. 95%. W pracy słuchałem radia po angielsku, wracając do domu słuchałem między innymi 7 zasad A. J. Hoge, wieczorem jakieś historyjki na YouTube i tak czas leciał. Żadnych prób mówienia na siłę itd. tylko słuchanie.

Muszę przyznać, że przez parę pierwszych miesięcy ciągle nachodziły mnie wątpliwości, czy ma to sens. Efektów od razu nie widać, można się ich spodziewać dopiero po paru miesiącach. Człowiek ciągle zastanawia się jaki sens ma słuchanie w kółko paru minut tego samego nagrania, jaki sens ma słuchanie historyjek, które już rozumiem – co z nich nauczę się nowego? A. J. Hoge wyjaśnia jednak, że robienie tego typu rzeczy daje duże efekty. Uczymy się gramatyki w naturalny sposób, zapamiętujemy całe wyrażenia i uczymy się angielskiego dogłębnie dzięki czemu po pewnym czasie, gdy chcemy coś powiedzieć to po prostu mówimy, a nie tłumaczymy w głowie z polskiego na angielski.

Ważną rolę w tym etapie również odgrywał zmiana negatywnych emocji powiązanych z językiem angielskim. Słucham angielskiego i tyle. Bez stresu, że zaraz mam wstać i na siłę próbować coś mówić. Bez spiny, że mam na siłę odpowiadać pełnymi zdaniami, gdy nic w danym temacie nie mam do powiedzenia. Najlepiej słuchać rzeczy, które nas interesują i wprawiają w dobry humor, aby dodatkowo te złe emocje powoli zastąpić pozytywnymi. To wymaga czasu.

Po paru miesiącach ciągłego słuchania skorzystałem z darmowych lekcji Coach Shane’a. Dzięki ciągłemu słuchaniu i lekcjom DDM udało mi się przejść powoli na bardziej zaawansowane materiały:

8. To chyba działa

Sposób w jaki zacząłem się uczyć nie był w 100% odwzorowaniem 7 zasad A. J. Hoge, ale myślę, że co najmniej 4-5 zasad wziąłem sobie głęboko do serca i się ich trzymałem.

Po prawie roku (zajęło mi to tyle, bo co jakiś czas z różnych powodów musiałem robić sobie przerwę tzn. nie byłem w stanie słuchać angielskiego każdego dnia, przerwa czasami ciągnęła się miesiąc lub dłużej, ale zawsze wracałem do słuchania) zacząłem dostrzegać coraz większe zmiany.

Pewnego razu jadę samochodem, słyszę po raz 1000 tą samą piosenkę Madness – Our House tylko coś się zmienia. Uświadamiam sobie, że rozumiem co oni tam śpiewają. A przecież słyszałem już tą piosenkę tyle razy! Dla mnie to był
znak, że sposób w jaki zacząłem się uczyć faktycznie ma sens i goście typu A. J. Hoge nie nabijają w butelkę.

9. Rozmowa kwalifikacyjna

Dochodzimy w końcu do niedawnej sytuacji, czyli rozmowy kwalifikacyjnej, gdzie musiałem przebrnąć co prawda przez krótką, ale zawsze, rozmowę po angielsku. Skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie przygotowywałem. Przećwiczyłem parę typowych pytań i odpowiedzi jednak dostałem inne pytanie. Nie miałem gotowej odpowiedzi, stres był spory. Mimo to udało mi się odpowiedzieć całkiem sensownie. Ponieważ byłem zestresowany nie byłem w stanie przygotować sobie na szybko odpowiedzi, następnie przetłumaczyć ją w głowie na angielski i wypowiedzieć. Nie było na to czasu. Zebrałem szybko myśli, postawiłem sobie w głowie tylko ogólny obraz tego co chcę powiedzieć i powiedziałem. Pierwszy raz bez tłumaczenia w głowie z polskiego na angielski.

10. Podsumowując

Sposobów nauki angielskiego jest sporo. Ostatecznie z żadnego płatnego kursu ani szkoły angielskiego nie skorzystałem, więc nie mogę się wypowiedzieć na ich temat. Możliwe, że przynoszą jeszcze lepsze efekty, ale za to kosztują (możliwe również, że nie przynoszą żadnych efektów i kosztują 🙂 ). Mi udało się udowodnić sobie samemu, że nie trzeba mieć żadnego talentu do nauki języków obcych, aby nauczyć się angielskiego. Jeżeli udało Ci się nauczyć polskiego to angielskiego też jest w stanie. Tylko nie za pomocą sztucznej, szkolnej metody.

Powiązane

Jak wybrać odpowiednią technologię, narzędzia, czy... Jak wybrać odpowiednią technologię, narzędzia, czy framework? Trafiłem ostatnio na nowy portal w sieci, który zmusił mnie do pewnej refleksji. Mianow...
Jak być na bieżąco z technologiami i wiedzą o prog... No właśnie.. W świecie programowania dzieje się DUŻO. Nowości pojawiają się z miesiąca na miesiąc. Jak nadążyć za tym wszystkim? Jak być na bieżąc...
Czy warto czytać książki programistyczne? Czy warto czytać książki programistyczne? Temat przyszedł mi na myśl, gdy przypomniałem sobie o pewnym poście, na który wpadłem dawno, dawno temu, g...
books#2 – “Czysty kod. Podręcznik dobr... W trakcie naszej przygody z programowaniem zetknęliśmy się z książkami poruszającymi najróżniejsze tematy. Programowanie, branża IT, biznes, nowe te...