Jak nauczyć się angielskiego? Praktyczne porady.

Jak nauczyć się angielskiego? Praktyczne porady.

Angielski, czyli język, który powinien znać każdy programista. W rzeczywistości bywa z nim różnie. Jedni posługują się nim biegle, inni wcale. Sam jestem jeszcze na etapie wychodzenia z “wielkiej dziury” do jakiej wpadłem, albo powiedziałbym bardziej, wrzuciły mnie szkolne lekcje angielskiego. Myślę jednak, że jestem już bliski mety patrząc na ostatnia rozmowę kwalifikacyjną, w której pierwszy raz od długiego czasu zostały przetestowane moje umiejętności komunikacyjne w tym języku. Teraz jestem już pewien, że jestem na właściwej drodze. Jednak, żeby znaleźć się tu gdzie jestem teraz musiało zajść wiele zmian. To nie była jedynie kwestia większej ilości czasu, którą trzeba poświęcić na naukę.

Jeżeli jesteś na etapie nauki angielskiego, bądź widzisz u siebie taką potrzebę, ale ciągle odkładasz to na później lub – tak jak ja kiedyś – uważasz, że nie masz talentu do języków, zapoznaj się z moją historią i wynikającymi z niej poradami. Pomogą Ci one zmienić myślenie, uczyć się w efektywny sposób i ostatecznie opanować język na tyle, aby być w stanie sprawnie się w nim poruszać. Co ważne – wszystko to możesz osiągnąć bez stresu i wymuszonych czynności z jakimi na pewno spotkałeś się w szkole.

Zaczynajmy.

1. Punkt, w którym się znalazłem

Maturę z angielskiego udało mi się zaliczyć całkiem nieźle. W większości była to jednak zasługa wykutych na blachę ćwiczeń i tematów, które mogły się na egzaminie pojawić. Jeżeli chodzi o poziom zrozumienia języka, umiejętności pisania, mówienia, słuchania – to wszystko było na bardzo, bardzo słabym poziomie. Nie wiem, czy byłbym w stanie złożyć i wypowiedzieć choćby jedno zdanie, gdyby ktoś o coś mnie znienacka zapytał.

To jednak nie wszystko. Ponieważ przez cały czas angielski tak mi słabo szedł wpadłem w przekonanie, że nie mam talentu do języków. Matematykę łapałem całkiem nieźle, co utwierdzało mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że mam ścisły umysł, a co za tym idzie nie mam za bardzo zdolności potrzebnych do nauki języków. Ponieważ miałem przekonanie, że angielskiego i tak się nie nauczę to nie spędzałem poza lekcjami ani minuty na próbę jego dodatkowej nauki (nie nauczę się, bo nie mam talentu i koniec, kropka).

2. Stres

Zbliżały się studia, a wraz z nimi stres dotyczący uczestniczenia w kolejnych lekcjach angielskiego (wtedy jeszcze obawiałem się, że jak to już studia to będzie tam nie wiadomo co się działo). Znowu ktoś będzie na siłę wyrywał Cię i wymagał, żebyś wypowiedział się na temat, który Cię zupełnie nie interesuje. W dodatku przed całą grupą. Nawet, gdy już zaczniesz mówić to zanim skończysz Twoje błędy zostaną wytknięte publicznie co najmniej parę razy.

Tak, czy inaczej presja się pojawiła i postanowiłem (mimo braku talentu) coś z tym angielskim zrobić. Głównie z powodu stresu i pewnego rodzaju strachu, który był z nim związany. Silnym bodźcem była również świadomość, że będę wchodził do zawodu, w którym bez angielskiego nie da się obejść, a już na pewno bardzo to ograniczy moje możliwości.

Jeżeli powiążemy czynność mówienia po angielsku z negatywnymi emocjami, które mogą się pojawiać, gdy jesteśmy zmuszani do mówienia, wytykane są nam błędy, ktoś się z nas zaśmieje itd. to po paru latach ciągłego doświadczania tych samych zdarzeń w naszym mózgu zajdą pewne relacje. Przykładowo, gdy bardzo się stresowałeś na lekcjach angielskiego, po paru latach takiego stresu będziesz miał zakodowane w mózgu, że angielski = stres. Możesz siedzieć wieczorem w restauracji, usłyszysz obok rozmowę dwóch osób po angielsku i Twoje serce zaczyna automatycznie szybciej bić, zaczynasz odczuwać lekki stres (ja naprawdę byłem na takim etapie). Sytuacja podobna do melodii/piosenek, które ustawiamy sobie na budzik. Najpierw pomagają nam wstać, jednak po paru miesiącach osobiście jestem w stanie tak znienawidzić daną melodię (bo nie lubię rano wstawać), że gdy usłyszę ją nawet wieczorem siedząc przed telewizorem to naglę zaczynam odczuwać pewien dyskomfort.

3. Pierwszy (kolejny) błędny krok

Całe życie uczyłem się angielskiego z podręczników (tak przecież zalecali wszyscy nauczyciele w szkole), więc nie miałem na to innego pomysłu. Postanowiłem zatem kupić kolejny podręcznik. Chciałem szybkich efektów zdecydowałem się zatem podnieść sobie znacznie poprzeczkę i kupiłem podręcznik Business Result Upper-intermediate student’s Book. W skrócie – wyrzucone w błoto pieniądze. W podręczniku dostałem kolejny zestaw tematów, które nie do końca mnie interesowały. Po raz dziesiąty miałbym się uczyć jak np. rozpoczynać i kończyć maila. Co więcej, ponieważ poziom był zbyt wysoki, szybko odeszły mi chęci i znowu przestałem uczyć się angielskiego.

Nie twierdzę tutaj, że ten konkretny podręcznik jest totalnie bez sensu i nikt nie powinien go kupować. Nie miał on jednak sensu dla mnie na etapie nauki angielskiego, na którym byłem (po ok. 10 latach szkolnej nauki angielskiego).

4. Spróbujmy jeszcze raz

Po czasie postanowiłem zrobić kolejne podejście. Kupiłem kolejny podręcznik, bo jak inaczej mógłbym się uczyć angielskiego? Tym razem jednak trochę zmieniłem podejście. Po pierwsze wybrałem coś łatwego – poziom elementary, więc niżej już praktycznie zejść nie mogłem. Żadne poziomy B1, B2, C1 itd. zaczynamy jeszcze raz, od podstaw. Po drugie sprawdzałem opinie w Internecie na temat danego podręcznika i poświęciłem więcej czasu na poszukiwanie tego właściwego. W efekcie zakupiłem Essential Grammar in Use i muszę przyznać, że to był jakiś pierwszy krok w dobrą stronę. Przerobiłem ją z trzy razy od deski do deski. Podręcznik głównie zaintrygował mnie nowymi wyrażeniami, z którymi nigdy wcześniej nie miałem styczności. A przypominam, że to poziom elementary. Dowiedziałem się np., że możemy powiedzieć I have, ale częściej używane jest I’ve got. Następnie wyrażenia there is, there are itd. które są bardzo często wykorzystywane w codziennych sytuacjach.

Podręcznik co prawda skupia się na gramatyce, co nie jest dobrym sposobem na naukę obcego języka. Ja jednak jak nie miałem pomysłu jakby można się uczyć angielskiego w inny sposób. Patrząc w dodatku na inne podręczniki, z którymi miałem styczność w szkole, Essential Grammar in Use zdecydowanie był krokiem na przód.

5. Może to nie ze mną jest coś nie tak?

Nowe wyrażenia, których nie spotkałem w żadnym szkolnym podręczniku i które w dodatku miały być używane częściej w codziennych sytuacjach niż te formalne sprawiły, że w końcu włączyło mi się myślenie. Może te podręczniki to nie jest najlepszy sposób nauki? Może to nie jest tak, że ja nie mam talentu do języków tylko ktoś przez tyle lat próbował mnie uczyć złych rzeczy, w dodatku złą metodą?

Zacząłem szukać w Internecie efektywnych sposobów nauki angielskiego. Szybko natknąłem się na wiele opcji:

  • prywatne szkoły angielskiego
  • prywatni nauczyciele
  • płatne kursy online
  • strony, blogi z darmowymi materiałami do nauki

Trzy pierwsze opcje były dla mnie ostatecznością ponieważ wiążą się one z dość dużymi kosztami. Postanowiłem próbować nadal uczyć się na własną rękę.

6. Zmiana mentalności

Decydując się na naukę na własną rękę korzystałem w Internecie z różnych darmowych materiałów. Jakieś strony, gdzie można było za darmo uczyć się słówek z przygotowanych przez inny użytkowników zestawów itd. jednak nadal to była nauka w stylu szkolnych lekcji. Wykuć jakieś słówko, czy zasadę gramatyczną, której potem nie byłem w stanie zastosować w rzeczywistości, a słówka tak szybko zapominałem, jak szybko się ich uczyłem. Wtedy myślałem jeszcze, że im więcej dziennie jestem w stanie zapamiętać nowych słówek tym lepiej, co jest błędnym myśleniem. Chociaż w szkole na kartkówce ze słówek dostałbym pewnie wtedy piątkę.

Po jakimś czasie trafiłem jednak na A. J. Hoge Efortless English. Początkowo podszedłem do tematu sceptycznie. Trzeba przyznać, że A. J. Hoge odwraca do góry nogami podejście do nauki angielskiego w stosunku do podejścia szkolnego. Powiedziałbym nawet, że A. J. Hoge potępia szkolny sposób nauki. Było to ciężkie do przyjęcia. Całe życie uczyłem się z podręczników, a A. J. Hoge w jednej z pierwszych zasad mówi, aby zebrać je wszystkie na stos i spalić. Dość odważne.

Zapoznałem się z 7 zasadami nauki angielskiego A. J. Hoge. Pomyślałem sobie, że nie mam przecież nic do stracenia. 10 lat uczyłem się szkolnym sposobem i efekty są praktycznie żadne. Może warto spróbować innej metody.

Po zapoznaniu się dziesięciokrotnie z 7 zasadami nauki angielskiego A. J. Hoge postanowiłem zainwestować w książkę Effortless English. Polecam ją każdemu. A. J. Hoge twierdzi, że po tylu latach spędzonych w szkole jesteśmy w pewien sposób “zepsuci” i aby zacząć efektywnie uczyć się angielskiego najpierw musimy zmienić swoją mentalność, a dopiero potem przy użyciu prawidłowych technik przystąpić do właściwej nauki. Tutaj muszę przyznać, że książka Effortless English otworzyła mi oczy i była nowym otwarciem w kwestii nauki angielskiego.

7. Bezstresowa, prawidłowa nauka

Gdy już wiedziałem co mam robić, to zacząłem to po prostu robić 🙂

Zacząłem od słuchania. Materiałów w Internecie jest mnóstwo:

Początkowo przez parę miesięcy nie robiłem nic poza samym słuchaniem. Starałem się przynajmniej 30 min. każdego dnia. Zawsze miałem z tyłu głowy zasady A. J. Hoge – tylko prawdziwy angielski content od native speakerów, słuchać mało, ale porządnie, czyli np. jedna historyjka 10 minutowa słuchana 3x dziennie przez parę dni (movie technique) oraz słuchanie materiału, który rozumiem w min. 95%. W pracy słuchałem radia po angielsku, wracając do domu słuchałem między innymi 7 zasad A. J. Hoge, wieczorem jakieś historyjki na YouTube i tak czas leciał. Żadnych prób mówienia na siłę itd. tylko słuchanie.

Muszę przyznać, że przez parę pierwszych miesięcy ciągle nachodziły mnie wątpliwości, czy ma to sens. Efektów od razu nie widać, można się ich spodziewać dopiero po paru miesiącach. Człowiek ciągle zastanawia się jaki sens ma słuchanie w kółko paru minut tego samego nagrania, jaki sens ma słuchanie historyjek, które już rozumiem – co z nich nauczę się nowego? A. J. Hoge wyjaśnia jednak, że robienie tego typu rzeczy daje duże efekty. Uczymy się gramatyki w naturalny sposób, zapamiętujemy całe wyrażenia i uczymy się angielskiego dogłębnie dzięki czemu po pewnym czasie, gdy chcemy coś powiedzieć to po prostu mówimy, a nie tłumaczymy w głowie z polskiego na angielski.

Ważną rolę w tym etapie również odgrywał zmiana negatywnych emocji powiązanych z językiem angielskim. Słucham angielskiego i tyle. Bez stresu, że zaraz mam wstać i na siłę próbować coś mówić. Bez spiny, że mam na siłę odpowiadać pełnymi zdaniami, gdy nic w danym temacie nie mam do powiedzenia. Najlepiej słuchać rzeczy, które nas interesują i wprawiają w dobry humor, aby dodatkowo te złe emocje powoli zastąpić pozytywnymi. To wymaga czasu.

Po paru miesiącach ciągłego słuchania skorzystałem z darmowych lekcji Coach Shane’a. Dzięki ciągłemu słuchaniu i lekcjom DDM udało mi się przejść powoli na bardziej zaawansowane materiały:

8. To chyba działa

Sposób w jaki zacząłem się uczyć nie był w 100% odwzorowaniem 7 zasad A. J. Hoge, ale myślę, że co najmniej 4-5 zasad wziąłem sobie głęboko do serca i się ich trzymałem.

Po prawie roku (zajęło mi to tyle, bo co jakiś czas z różnych powodów musiałem robić sobie przerwę tzn. nie byłem w stanie słuchać angielskiego każdego dnia, przerwa czasami ciągnęła się miesiąc lub dłużej, ale zawsze wracałem do słuchania) zacząłem dostrzegać coraz większe zmiany.

Pewnego razu jadę samochodem, słyszę po raz 1000 tą samą piosenkę Madness – Our House tylko coś się zmienia. Uświadamiam sobie, że rozumiem co oni tam śpiewają. A przecież słyszałem już tą piosenkę tyle razy! Dla mnie to był znak, że sposób w jaki zacząłem się uczyć faktycznie ma sens i goście typu A. J. Hoge nie nabijają w butelkę.

9. Rozmowa kwalifikacyjna

Dochodzimy w końcu do niedawnej sytuacji, czyli rozmowy kwalifikacyjnej, gdzie musiałem przebrnąć co prawda przez krótką, ale zawsze, rozmowę po angielsku. Skłamałbym, gdybym powiedział, że się nie przygotowywałem. Przećwiczyłem parę typowych pytań i odpowiedzi jednak dostałem inne pytanie. Nie miałem gotowej odpowiedzi, stres był spory. Mimo to udało mi się odpowiedzieć całkiem sensownie. Ponieważ byłem zestresowany nie byłem w stanie przygotować sobie na szybko odpowiedzi, następnie przetłumaczyć ją w głowie na angielski i wypowiedzieć. Nie było na to czasu. Zebrałem szybko myśli, postawiłem sobie w głowie tylko ogólny obraz tego co chcę powiedzieć i powiedziałem. Pierwszy raz bez tłumaczenia w głowie z polskiego na angielski.

10. Podsumowując

Sposobów nauki angielskiego jest sporo. Ostatecznie z żadnego płatnego kursu ani szkoły angielskiego nie skorzystałem, więc nie mogę się wypowiedzieć na ich temat. Możliwe, że przynoszą jeszcze lepsze efekty, ale za to kosztują (możliwe również, że nie przynoszą żadnych efektów i kosztują 🙂 ). Mi udało się udowodnić sobie samemu, że nie trzeba mieć żadnego talentu do nauki języków obcych, aby nauczyć się angielskiego. Jeżeli udało Ci się nauczyć polskiego to angielskiego też jest w stanie. Tylko nie za pomocą sztucznej, szkolnej metody.

Jeżeli chciałbym w paru słowach podsumować moje długie zmagania z nauką angielskiego i komuś takiemu jak ja jakiś czasu temu pomóc w nauce angielskiego, to poleciłbym zacząć od zapoznania się z 7 zasadami A. J. Hoge. Warto również przeczytać jego książkę i wysłuchać wszystkie filmiki na YouTube. Następnie trzeba zaufać bezgranicznie w to co mówi (bo i tak nie masz nic do stracenia), a efekty się pojawią. Nie będzie to za tydzień, czy dwa. To wymaga czasu. Efektów spodziewać się można najszybciej za parę miesięcy, ale są gwarantowane.

  • marcin4511

    Kupowanie podręczników szkolnych do angielskiego albo jakiegokolwiek innego języka jest bez sensu, jeśli nie ma przy tobie nauczyciela. Książki takie są robione po to aby był nauczyciel – polecenia, teksty i wszystko jest w tym języku, odpowiedzi zawarte są zazwyczaj w podręczniku nauczyciela który zazwyczaj też jest w tym języku. Myślę że w tamtym czasie bardziej byś skorzystał na kupnie książek typu angielski w tłumaczeniach czy jakichś innych. Słyszałem o A.J.Hoge’u i jakoś sceptycznie do tego podchodzę Jeśli wyczerpią mi się pomysły to skorzystam z tego. Jednakże mój problem nie polega na tym, że nie rozumiem wiele – rozumiem dużo i z tekstu czytanego i ze słuchanego . Problemem jest blokada mówienia i brak swobody. Fajny wpis, poleciłem go mojemu koledze, który ma podobne problemy jak ty Miałeś x lat temu. Dzięki i pozdrawiam 🙂

    • Adrian Bystrek

      Przez 10 lat był przy mnie przecież nauczyciel i nic to nie pomogło w kontekście korzystania z tych podręczników.

      Aktualnie jestem na etapie podobnym do Twojego, bo tak samo nie mam już raczej problemów ze zrozumieniem tekstu czytanego, ze słuchaniem bywa jeszcze różnie, bo jak trafisz na kogoś kto mówi bardzo szybko to mogą być problemy. Kwestia dalszej praktyki, mam na myśli dalszego słuchania 🙂

      Co do jednak samej dalszej nauki to uważam, że sposób A. J. Hoge nadal bardzo dobrze się sprawdza. Chcesz polepszyć swoją umiejętność mówienia? To więcej słuchaj. Chcesz polepszyć umiejętność pisania? To więcej czytaj. Również, tak jak Rafał wyżej w komentarzu napisał, każdy z nas ma wrodzoną umiejętność nauki języka. Raz już Ci się to udało z językiem polskim. Rodzice raczej nie tłukli Ci do głowy jak miałeś parę latek zasad gramatycznych. Wyłapywałeś wszystko z otoczenia, naśladowałeś i tak zacząłeś naturalnie mówić 🙂

      Piszę to, aby Cię przekonać, żebyś spróbował zapoznać się bardziej z A. J. Hoge. Ja początkowo też byłem bardzo sceptyczny, ale wytłumaczyłem sobie, że nic do stracenia nie mam i trzeba spróbować. W 100% wszystkich jego zasad nigdy nie stosowałem, sprawdzam sam na sobie co przynosi mi w danym czasie największe efekty i to robię. Aktualnie, żeby tak jak Ty polepszyć swoją umiejętność swobodnego mówienia to skupiam się głównie na czymś w stylu “Movie technique”, o której wspomniałem w poście tylko robię to bardziej “na luzie”. Jak gdzieś wyłapię jakąś frazę z podcastu, filmu, radia, a nawet czasami z tekstu czytanego to przyswajam sobie ją parę razy i potem staram się wypowiadać ją w trakcie dnia. Najlepiej działa to z serialami angielskimi typu Seinfeld, gdzie można wyłapać mnóstwo codziennych zwrotów i potem w trakcie dnia je ćwiczyć. Popatrz sobie choćby na to jak mówisz po polsku – ciągle używamy jakiś gotowych fraz typu “no wiesz..”, “no tego..”, “a daj spokój” itd. to w dużej mierze sprawia moim zdaniem, że rozmowa jest swobodna. Nie składasz cały czas super poprawnych, rozbudowanych zdań. Po prostu gadasz. Z podręcznika tego się nie nauczysz. Przynajmniej mi się nie udało 😛

      Dzięki za komentarz!

  • Rafał

    Moja cała edukacja z języka angielskiego w szkole to było jedne wielkie nieporozumienie. Kończąc liceum nic nie umiałem. Nauczyłem się do matury jak małpka potrafiąca powtarzać frazesy bez wyraźnego sensu. Pierwszy rok studiów i znowu angielski z jeszcze gorszym nauczycielem, a raczej zwykłym strażnikiem obozu koncentracyjnego. Zakończyłem oświatową naukę języka z niczym, ale też zeszło ciśnienie wiedząc że już nie będę mieć z tym do czynienia. Wtedy na kolejnych semestrach na kanale Extreme Sports zobaczyłem sport z dziecięcych lat, czyli Wrestling. Sentyment złapał jak to za dzieciaka walczyło się na dywaniku w szkolnej klasie i to że dawni bohaterowie dalej walczą. Niestety leciało w takich dniach i porach, że nie dałem rady oglądać. Więc poszukałem w internecie, ale niestety.. wszystko po angielsku. Kompletnie nic nie rozumiałem co oni mówią, szczególnie jakimś amerykańskim slangiem. Ale tak mnie wzięło, że oglądałem i próbowałem z kontekstu wyłapywać chociaż o czym mówią w swoich ringowych kłótniach. Mijały miesiące cotygodniowego oglądania, a ja zacząłem nagle łapać o co im wszystkim chodzi, mimo że nic nie robiłem żeby ich zrozumieć poza oglądaniem ich. Sam jestem zdumiony jakim cudem, skoro ani jednego słówka się nie uczyłem przy tym, ani jednej kartki podręcznika. Oglądanie jakiegoś głupiego amerykańskiego show dało mi więcej niż 10 lat nauki w ławce szkolnej. Trafiłem na ten post i po przeczytaniu od razu skojarzyło mi się, że robiłem tą metodę jednak zupełnie przypadkiem.

    Moja rada jest taka, aby oglądać po angielsku coś co nas interesuje i co naprawdę chcemy zrozumieć. Najlepiej z obrazem, tak aby wyłapywać kontekst dlaczego ktoś coś mówi. Nie zrażać się że nic nie rozumiemy i po prostu oglądać dalej. Być jak dziecko w wózeczku które słucha rodziców swoje pierwsze lata życia i próbuje zrozumieć co do nich mówi. Ewolucja dała nam jakiś gen dzięki któremu jesteśmy w stanie nauczyć się zachowań, gestów i też języka tylko oglądając jak robią to ludzie z otoczenia.

    Pozdrawiam autora tego świetnego bloga. 😉

    • Adrian Bystrek

      Świetna porada z Twojej strony – nic dodać, nic ująć 🙂

  • Przemek Smyrdek

    Świetny post. Dobrze byłoby spotkać się z takim podejściem do nauki języka tak wcześnie jak się da, bo po kilku latach z podręcznikami w ręce i brakiem efektów niektóre osoby mogą całkiem odpuścić.

    Od siebie dodam prosty trick za pomocą którego gwałtownie zwiększa się zasób słownictwa. Nazwałbym to “stay in English” – w trakcie rozmowy w obcym języku nie raz zdarzy się, że wyleci nam z głowy jakiś zwrot czy słowo. Przez długi czas w takich momentach automatycznie przełączałem się na polski szukając pomocy osób uczestniczących w rozmowie. Taki nawyk ze szkoły. Niestety, często to co chciałem przekazać traciło na dynamice i z rozmowy robiło się wypowiadane zdań jak robot (byle tylko nie pomylić niczego, każde zdanie musi brzmieć w idealny sposób).

    Trick polega na tym, żeby w takich sytuacjach reagować tak naturalnie jak się da nie wychodząc z języka – dopytać uczestników rozmowy, ale po angielsku, bo prawdopodobnie z kontekstu zdania inni przewidzą jak mógłbyś zakończyć to co mówiłeś do tej pory. Wystarczy proste “how to say that”, albo “I’m not sure if that’s the correct word, but…”. Pozwala nam to trwać w rozmowie i minimalizuje ochotę na ratowanie się polskim.

    Dla mnie zwroty i zdania uzupełniane po angielsku sprawiły, że do głowy zaczęło mi wpadać jeszcze więcej użytecznych słów które zostaną w pamięci na dłużej. A zwroty używane do zapytania o coś, dopytania o pewną kwestię są mega użyteczne w codziennym posługiwaniu się angielskim (w codziennym życiu nie używamy tylko form twierdzących, ale często pytań i zaprzeczeń).

  • Ania

    Do słuchania w samochodzie i nie tylko polecam poniższą apkę. Są tam wszystkie podcasty BBC do nauki angielskiego na różnych poziomach. Można tworzyć listy ulubionych (do wielokrotnego słuchania) lub ściągać pliki na komórkę. “Learn English for BBC Learning English Speaking by Duong Nguyen” https://appsto.re/pl/C7kT9.i

  • Marcin

    Myślę, że po roku nauki w dobrej szkole językowej byłbyś o lata świetlne do przodu. Też próbowałem z książek, słuchania i tak dalej. Potem poszedłem na kurs 8 godzin tygodniowo, sam też się dużo uczyłem, po roku rozmawiałem swobodnie, zdałem FCE, po wyjeździe do Irlandii od drugiego dnia rozmawiałem swobodnie. Według mnie najważniejszy jest feedback od nauczyciela, skąd wiesz, że twoja wymowa jest dobra, jeśli nikt tego nie potwierdza i nie koryguje na bieżąco, jest to duża strata czasu, po latach widzę tę prawidłowość również przy nauce programowania, dobre kursy z możliwością pokazania kodu lub udziału w forum z dużą ilością uczestników są bezcenne.

    • Przemek Smyrdek

      > skąd wiesz, że twoja wymowa jest dobra, jeśli nikt tego nie potwierdza i nie koryguje na bieżąco, jest to duża strata czasu

      Krótki spacer po ulicy w USA szybko daje odpowiedź na to, czy jest coś takiego jak “dobra wymowa”.

      • Marcin

        Jest to jakaś metoda weryfikacji, tylko, że raczej jak już coś umiesz i masz minimalny zasób słów, a ja odniosłem się do okresu nauki. Uczyłem się różnych języków na różne sposoby i z osobistych doświadczeń mogę metody nauki pod względem skuteczności i szybkości nauki uszeregować w ten sposób: lekcje indywidualne z lektorem z dobrą metodyką jako najlepsze, potem szkoła językowa z nauką w małych grupach, dużo dialogów, powtórzeń, zwrotów, sytuacji z życia, gramatyka stopniowo, a na końcu samodzielna nauka.

        Można się nauczyć każdą metodą, wszystko zależy od czasu i determinacji, aktualnie dla mnie najważniejszy jest czas i z tego względu gdybym chciał opanować język obcy wybrałbym pierwszą metodę.

    • Adrian Bystrek

      Ja z żadnej szkoły językowej nie skorzystałem, więc nie wypowiadam się na ich temat. Ciężko się jednak nie zgodzić, że nauka poszłaby mi szybciej, gdybym spędzał parę godzin tygodniowo z jakimś najlepiej native speakerem. Postanowiłem jednak pójść inna drogą, spróbować ogarnąć to samemu i też się da 🙂

      Dla mnie najważniejsza była zmiana moich przekonań dotyczących możliwości nauki angielskiego. Każdy ma inny charakter i podchodzi na swój sposób do każdej sprawy. Ja w okresie ~po maturze byłem w takim punkcie, że szkoły językowe nawet za bardzo nie przechodziły mi przez myśl. Może niesłusznie, ale tak było. Pomógł mi głównie przekaz A. J. Hoge, dzięki któremu udało mi się na nowo poukładać rzeczy w głowie w kontekście nauki angielskiego i przede wszystkim na tą naukę na nowo się otworzyć + “wyluzować”. I to “wyluzowanie” dla mnie osobiście było kluczowe.

      Jeżeli w szkole językowej trafiłbym do kolejnej paru-parunastu osobowej grupy i na wyrywki ktoś żądałby, żebym coś mówił, gdy ja nie byłem w ogóle gotowy do takich rzeczy to obawiam się, że zamiast pomagać to jeszcze bardziej pogłębiałoby to moje złe nastawienie. Tak, jak wspomniałem jednak, z żadnej szkoły językowej nie korzystałem, więc możliwe, że wygląda to inaczej.

      • Marcin

        Szkoła, szkole nie równa. Dobre szkoły organizują lekcje pokazowe, wiadomo, że się bardziej starają ale można podejrzeć mniej więcej jak to wygląda.

    • koko_92

      Jak dla mnie nauka programowania przy osobie, która już coś potrafi nie zawsze jest dobra. Bardzo łatwo osiąść na laurach i czekać na gotowe rozwiązania oraz bezrefleksyjnie przyjmować wiedzę przekazywaną przez takiego mentora. Może to tylko moje odczucie ale w nauce samodzielnej najcenniejsze jest to, że można znaleźć metodę pasującą najlepiej do osoby uczącej się. Natomiast z nauki w grupie z własnego doświadczenia widzę, że zaczyna przyjmować się wszystkie uwagi bezrefleksyjnie i próbuje się później stosować je wszedzie, gdzie sie da, a w programowaniu akurat nie ma jednoznacznie dobrych bądź złych praktyk, są jedynie podejścia nieoptymalne do rozwiązywanego problemu i wykorzystanie tej samej techniki w różnych miejscach nie zawsze jest dobre. Dlatego według mnie akurat w programowaniu najważniejsza jest dociekliwość w rozwiązywaniu problemu i umiejętność dogłębnej analizy, które praca z mentorem skutecznie zabija. Oczywiście, jak mamy obok kogoś doświadczonego, kto podpowie co robimy źle to może szybko podnieść nasz poziom programowania w danej technologii czy języku ale nie to jest najważniejsze, bo wcześniej czy później odczujemy, że wiedzę pozyskaliśmy poprzez słuchanie uwag kogoś innego niż samodzielną analizę tematu. Ja do wszystkich tematów podchodzę w stylu chcesz umieć programować? To odpal IDE i zacznij programować, czytanie czy słuchanie innych jest całkiem dobre do poszerzania własnej wiedzy ale liczenie na to, że pójdę na kurs bądź przeczytam książkę i to zrobi ze mnie programiste jest złudne. To samo tyczy się angielskiego, chcesz umieć swobodnie rozmawiać po angielsku? To zacznij rozmawiać w tym języku bez względu czy to będzie w domu do lustra czy na kursach. Ostatecznie czy naprawdę myślicie, że ktoś będzie się przejmować czy poprawnie wymawiacie dane słowo? Angielskiego używa całkiem spora liczba ludzi z różnych regionów z różnymi akceptami i różnymi poziomami zaawansowania i o ile da się z drugą osobą porozumieć to nie widzę problemu, że ktoś nie ma nienagannej wymowy. Osobiście mi kursy nie podchodzą, nie pasuje mi, że gdy ja zaczynam raczkować to oni od razu chcą bym biegł na 100m zwracając uwage na czasy, wymowę czy zasób słownictwa, najwidoczniej nie jestem odpowiednim targetem dla takich kursów, a większość z nich nastawiona jest na przerobienie materiału i przygotowanie do zdania certyfikatu, mi zależy na tym by móc się porozumieć w tym języku, a nie zawieszeniu certyfikatu na ścianie. Co do kursów z programowania to uważam, że większość z nich rzuca hasłami “w 5 tygodni zrobimy z Ciebie programiste i znajdziemy Ci prace” licząc na naiwnych ludzi, którzy skuszą się ofertą łatwego podniesienia poziomu życia, a różnica między programistą, który przynajmniej przez studia rozwijał umiejętności, a programistą po 5 tyg. kursie jest cytując “jak różnica między wojskiem zawodowym, a siłami terytorialnymi”.